moj-wlasny-blog blog

Czymkolwiek…..

przez , 21.maj.2016, w Bez kategorii

Czymkolwiek jesteś … o losie?
Przeplatasz życie, różnymi skrajnymi przesłankami. Nie pragnę złota ni diamentów a jedynie… czegoś bardziej prozaicznego.
Świat a w nim ludzie stają się obojętni i zimni. Egoizm, nietolerancja, zadufanie i prostolinijność w większości to ich motto życiowe. Nie widzą niczego poza swoimi skąpymi, pozbawionymi wszelkich życiowych wartości- poszanowania do wszelkiego życia, życzliwości, zrozumienia nie mówiąc już o miłości do bliźniego. Co się dzieję i dokąd to wszystko Nas zaprowadzi?! Nie wiem….

Spoglądam na świat i zadziwia mnie jego coraz większa brutalność…

Zostaw komentarz więcej...

Zawiedzenie…

przez , 20.lut.2015, w Bez kategorii

Czasem to życie mnie przeraża. Miało być lepiej i niby czasem jest, ale to tylko jakby pozory, walka o przetrwanie, ciągle życie w biegu- biegnij na oślep!!!

Życie to jak bezcelowa walka, jak zmaganie się Syzyfa, które nie ma końca…
Minęło tyle czasu a ja czuję ciągle jakieś przytłoczenie, skrępowanie, niemoc i coraz większe rozczarowanie życiowe …

Ludzie, którzy mnie otaczają, tacy obłudni, fałszywi, wredni – porażka !!!!

:-( 22575123

Zostaw komentarz więcej...

Czas…

przez , 25.kwi.2014, w Bez kategorii

Witam ponownie.
Od czasu ostatniego wpisu sporo zmian, cóż taka kolej rzeczy. Wydarzyło się dużo złego i dużo dobrego….
To dziwne i trudne, ale męczy mnie ta pogoń za pieniądzem i życiem jakie sobie wymarzyłem.

Ale wszystko po kolei… Po długim rozstaniu z moją miłością, nieprzespanych nocach, całych litrów łez, los znów nas połączył.

Tak jak obiecał mi mój luby, przyjechał do mnie. Od ponad dwóch lat jesteśmy razem.
Pamiętam dzień w którym po wielu miesiącach oczekiwania, zobaczyłem go pierwszy raz. Nie mogę powiedzieć jakie uczucie mną targało. Bylem zły… a jednocześnie się cieszyłem. Nie chciałem go widzieć a mimo wszystko, gdzieś głęboko chciałem się z nim zobaczyć.
Było słonecznie i pięknie na zewnątrz, poszliśmy na spacer podczas którego, wyjaśnialiśmy wiele, wiele spraw. Nie byłem pewny czy po tym wszystkim, jak mnie odsuwał ode mnie, chcę być nadal z nim. Wahałem się długo.
Nadszedł czas by zacząć wszystko od nowa i wiecie co? Nie żałuję. Jesteśmy szczęśliwi i mamy przynajmniej siebie.

Zostaw komentarz więcej...

Po długiej Przerwie

przez , 23.paź.2012, w Bez kategorii

Mamy Październik 2012, nie pisałem na blogu od bardzo dawna. Cóż po zmianie miejsca zamieszkania, pracy i całego życia, mam nie wiele czasu na chwilę by odetchnąć i skrobnąć kilka słów.

Od stycznia wiele się wydarzyło, wiele zmian nastało i wiele podjętych decyzji zapadło. Czy okażą się one słuszne – tego nie wiem na 100%, ale przypuszczam że tak.

 

1 komentarz więcej...

Rozstanie…wspomnienie…

przez , 17.sty.2012, w Bez kategorii

Jak każde w życiu rozstanie boli i już nieważne z czyjej winy ono było. Oto kolejny etap mojej biografii.
Po rozstaniu z moim byłym minął już ponad rok. Mieliśmy powiedziałbym udany związek, ponad siedmioletni. Cud miód malina, można by powiedzieć. Choć nie powiem, że bardzo go kochałem na początku, to jednak z czasem w jakiś sposób skradł mi serce. Pokochałem go ale na swój sposób.


Czasem był meczący, bo sprowadzał wszystko do kwestii pieniądza. Nie można mi było kupić sobie koszulki raz na jakiś czas 20 zeta nie narażając się na reprymendę że wydaję kasę na głupoty. Bolało mnie to bo przecież też pracowałem i aby sobie poprawić humor raz na dwa miesiące wybierałem się na zakupy, by upolować fajne posezonowe obniżki. Cóż i z czasem nauczyłem się żyć u boku człowieka materialisty. Przez te ponad siedem lat byliśmy trzy razy na planowanych wakacjach. Cztery razy w klubie na piwie i jakieś 10 razy w kinie. Sam nigdy nie mogłem nigdzie wyjść nie tłumacząc się gdzie byłem i co robiłem.


Rok 2010 zaczął się zwyczajnie, choć powoli docierała do mnie myśl, że coś jakby było nie tak. Rok zleciał i w październiku za sprawą naszych wspólnych znajomych wybraliśmy się do pewnej restauracji na Al. Stanów Zjednoczonych. Poznaliśmy tam wówczas kilka nowych osób wraz z właścicielami restauracji. Było naprawdę miło. Wspominam bardzo sympatycznie tamten moment do dziś.


Na Sylwestra postanowiliśmy wybrać się do Katowic wraz z parą poznaną w owej restauracji. Byli to młodzi ludzie, zaledwie po dwudziestce. My nieco starci bo grubo po trzydziestce zastanawialiśmy się czy to dobry pomysł. Ale raz się żyje, czemu by nie pojechać. Pojechaliśmy jak się później okazało po raz ostatni razem z moim partnerem jako para.


Do dziś się zastanawiam, czy dobrze zrobiliśmy. Po powrocie w ciągu 12 pierwszych dni stycznia, mój siedmioletni związek się rozpadł. Mój były partner stwierdził, że nie możemy być razem, obarczył mnie winą niesłusznie tylko po to by zatuszować podejrzenie iż on sam chcę być z jednym, z poznanej młodej pary, chłopakiem. Nie zraziło go to, że rozwali nie tylko nasz związek ale i ten drugi, tylko po to by pocieszyć się chwile młodym dwudziesto dwuletnim ciałkiem. Cóż stało się. Zacząłem się zastanawiać co dalej, przecież przez te minione lata żyliśmy razem, razem planowaliśmy wydatki, razem się urządzaliśmy. Przeżyłem to bardzo, przez okres następnych dwóch tygodni byłem na zwolnieniu lekarskim od psychiatry. O dziwo wiele osób w tej chwili podało mi pomocną dłoń. Nigdy im tego nie zapomnę.


Moje życie z jednej strony legło w gruzy ale z drugiej strony zmusiło mnie do spojrzenia na realia zupełnie inaczej, że nic nie jest tak źle jak się zdawać mogło. Zamieszkałem chwilowo u znajomych właścicieli z restauracji, jednak większość swoich rzeczy do dziś trzymam u innych znajomych. Dzień po dniu, tydzień za tygodniem, zaczęło się cos ze mną dziać. Choć tego nie chciałem to najzwyczajniej się zakochałem i to po raz pierwszy tak prawdziwie w człowieku jakże zupełnie innym ode mnie samego. To co działo się we mnie jest nie do opisania. Taka ilość uczuć wprost ze mnie wypływała. Po raz pierwszy w życiu byłem w stanie nie bacząc na nic rzucić wszystko dla tej osoby. Oddać życie jeśli zaszłaby taka potrzeba. Miłość ogromna, nieplanowana, spontaniczna i prawdziwa.
Powoli poznawaliśmy siebie nawzajem od naszych marzeń do naszych ciał.

Było cudownie, ale wszystko co piękne nie trwa długo. Cóż życie zmusiło nas do pewnych kroków w życiu. Rozstaliśmy się obiecując sobie że wrócimy do siebie. Wierzyłem w to. Nadal w to wierzę, po mimo iż minęło już ponad dziewięć miesięcy, gdzie większość czasu przepłakałem, tęskniłem i prosiłem o miłość.
W tym okresie wydarzyło się wiele, ale nie będę o tym pisać, bo to kwestia dla mnie bolesna nadal. Ale pod koniec września, postanowiłem zakończyć tą farsę. W obliczu wydarzeń jakie miały miejsce i wpłynęły na moją decyzję- wydawało się to najlepsze rozwiązanie.


Nie widziałem innego wyjścia by spróbować zapomnieć o miłości mojego życia jak tylko spróbować szybko zaangażować się inny związek. Myślałem, że pozwoli mi to na zapomnienie o przeszłości i będzie to najlepsze dla skołatanego bólem serca. Jakże się myliłem.



Nie pomogło, nic a nic. Serce oddane jednemu nie jest w stanie zapomnieć i zaakceptować innego, choćby nie był nie wiem jak wspaniałym człowiekiem. Nadal kocham i tęsknię za tym jednym jedynym z którym marzyłem o wspólnym małym domku z okiennicami i małym tarasem, gdzie ranek witalibyśmy kawą. Jakże bardzo chciałbym aby czas cofnął się dokładnie o rok wstecz… dlaczego? Bo miałbym go obok siebie… Jak wtedy, całego tylko dla mnie…


1 komentarz :, , , , , więcej...

Piątkowo

przez , 13.sty.2012, w Bez kategorii


Pamiętam dzień, kiedy zobaczyłem go po raz pierwszy. Nie wiem dlaczego ale wydał mi się już w pierwszej chwili intrygujący. Co jakiś czas zerkałem na niego, ale w tamtej chwili nigdy bym nie pomyślał, że stanie się on miłością mego życia.
Wydarzenia, które z czasem nastąpiły dały nie oczekiwany skutek. Zakochałem się, po raz pierwszy.. tak prawdziwie.

Czy można kochać kogoś bezgranicznie? Otóż gdy by mnie ktoś zapytał rok temu, powiedziałbym NIE. Bo nie uważałem, że można kochać tak mocno, że każdy dzień bez tej osoby u boku to jak zesłanie na Syberię. Nie wiedziałem co to prawdziwa miłość i co znaczy prawdziwie kochać do granic możliwości.

Dziś wszystko się zmieniło, już nie uważam że nie ma bezgranicznej miłości. Jest i istnieje coś takiego. Wierzcie mi!!! I choć minęło już ponad dziewięć miesięcy, kiedy nasze drogi się rozeszły, ja nadal tęsknie i myślę o nim. Tak bardzo go kocham, ale boję się do tego przyznać przed samym sobą. Dużo się zmieniło przez ten długi czas, ale moje serce należy do niego i tylko do niego. Co zrobić kiedy serce nie sługa i samo wybiera i obiera kierunek. Te długie i jakże ciężkie minione miesiące bez niego przekonały mnie tylko o tym, że moja miłość do Niego jest ogromna.

Pamiętam nasze wspólne dni, rozmowy, taką zwykła codzienność, szarą rzeczywistość – jak się zwykle mówi. Te kilka miesięcy, które byliśmy ze sobą były czymś co dało mi wiele i pomogło spojrzeć na świat zupełnie inaczej. Już nie widziałem świata w czarno-białych barwach a w kolorach. Ubrani w szlafroki i stojąc o 4 rano na balkonie, tuląc się do siebie paliliśmy papieroska. Jego błyszczące oczy i rozgrzane ciało, sprawiało, że chciałem aby nigdy ten ówczesny moment się nie kończył. Byłem przy nim…

Teraz przychodzi mi na myśl tekst piosenki Dżemu pt. „Do Kołyski” „ Żyj z całych sił i uśmiechaj się do ludzi, bo nie jesteś sam, śpij nocą śnij, nich zły sen Cię nigdy więcej, nie obudzi- teraz śpij. Niech dobry Bóg, zawsze cię za rękę trzyma. Kiedy ciemny wiatr. Porywa spokój, siejąc smutek i zwątpienie. Pamiętaj, że: Jak na deszczu łza, Cały ten świat nie znaczy nic a nic…Chwila, która trwa
Może być najlepszą z Twoich chwil…”

Cóż po dniu zawsze zachodzi słońce i nastaje noc. I w moim życiu nastał mrok. Wyjechał. Do dziś dnia uważam, że nie powinien tego robić. Obiecał wrócić ale sprawy obrały zupełnie inny kierunek. Odizolował mnie od siebie. Zaczął żyć własnym życiem, mnie spychając w krainę cieni… coraz rzadziej pisał, dzwonił, nie odpowiadał na smsy, nie odbierał telefonów. Popadałem w czeluście otchłani smutku, przygnębienia…Bolało jak diabli :(

Siedząc teraz na fotelu spoglądam przez okno, gdzie właśnie zachodzi słońce. Piękny mam widok z living room’u, okna wychodzą wprost na zachód, gdzie słońce właśnie kończy swoją dzienną wędrówkę po niebie. Zastanawiam się nad życiem i nad sobą. Ciężkie to życie. Nie ma co.

Mówią, że czas to najlepsze lekarstwo. Tylko lekarstwo na co? Na pewno nie na skołatane żalem i bólem serce.

„…Być może jest taka wyspa na jakimś oceanie, ktora ma jedną przystań i jeden jacht w tej przystani. Być może…”

5 komentarze :, , , , , więcej...

dojrzałem do tego by napisać… artykuł / opowiadanie:)

przez , 06.lis.2011, w Bez kategorii

ŻYĆ ZGODNIE ZE SWOIM „JA” 





Witajcie!
Jestem 30-to paro letnim facetem i chciałbym opowiedzieć Wam moją historię.
Może dla niektórym z Was wyda się ona nieprawdopodobna bądź banalna,  ale… faktem jest, że
takie zdarzenia w moim życiu miały miejsce. Napisałem to jako pewnego rodzaju przestrogę, chwilę opamietania dla ludzi, którzy zmierzają w kierunku nie do końca chcianym.



Chodzi mi o to, aby każdy z Was podejmował decyzję swego życia, zgodnie ze
swoim wewnętrznym „ja”, bez względu na wszystko nie warto żyć w
ukryciu, lękając się przyszłości, tego co nie do końca znane.

Odkąd pamiętam, zawsze inaczej patrzyłem na chłopców, niż na dziewczyny. Nawet
gdy byłem kilkuletnim dzieckiem, chłopcy interesowali mnie bardziej od płci
przeciwnej. Z biegiem lat wiedziałem, że mój podgląd na te sprawy różni się od
poglądów innych otaczających mnie ludzi. Wówczas pomyślałem, że jest ze mną coś
nie tak. Usilnie starałem się zagłuszyć swój pociąg do mężczyzn, umawiając się
z kobietami.





Teraz mogę powiedzieć, że żyłem w zakłamaniu przed samym
sobą. Moja chęć do zmiany samego siebie była tak wielka, że wylądowałem na
ślubnym kobiercu. W czasie mego związku miałem kilka spotkań z mężczyznami, co
sprawiało mi ogromną rozkosz, spełnienie i zaspokojenie mego „Ja”.



Tak… Więc byłem żonaty prawie pięć lat, podczas których na świat przyszedł
syn. Jest to największe szczęście, jakie spotkało mnie podczas trwania tego
związku. W przeciągu tych lat coraz bardziej zacząłem zdawać sobie sprawę, że
związek z kobietą, mimo że miałem już syna, nie jest tym, czym powinien dla
mnie być. Choć kochałem i kocham swoją latorośl, nie byłem w stanie poświęcić
się aż tak, by pozostać w związku z kobietą.





Do dziś dnia, nie wiem, dlaczego pozwoliłem na to, aby los
potoczył się w takim kierunku, w jakim się potoczył. Czułem się jakiś taki
zagubiony, nie do końca szczęśliwy i zawiedziony, że wybrałem dla siebie taką,
a nie inną przyszłość.



Zdałem sobie sprawę, że moje życie jest nie takie, jakie
bym chciał, że nie mam chłopaka, o którym zawsze marzyłem, z którym szedłbym
przez życie w szczęściu i ogromnej miłości, na dobre i na złe. Przecież tak
powinienem żyć, zawsze o tym marzyłem!



Pragnąłem zacząć żyć tak, jak ja bym
naprawdę tego chciał, a nie jak chcieliby moi rodzice czy też moje otoczenie.

Przyznam, że bałem się tych zmian, ale myśl o „nowym życiu” dodawała mi sił.


Poznałem mężczyznę, w
którym się zakochałem, dla którego byłem gotów dokonać zmian w swoim ówczesnym
życiu. Ciągle myślałem o nim – i o nas – jak to byłoby cudownie żyć u jego
boku. Moje życie nabrało barw, jakich nigdy wcześniej nie byłem w stanie
dostrzec.



Trudno to opisać i mówiąc szczerze, nie będę nawet próbował.
Pamiętam nasze
pierwsze potajemne spotkanie, ukrywane przed naszymi partnerami, na które obaj
długo czekaliśmy.
Tych pięć godzin, które spędziliśmy razem w motelowym pokoju na rozmowie i
poznawaniu naszych ciał, okazało się być naszą furtką do wspólnej przyszłości.
Było cudowne, choć oboje mieliśmy jakiś swoisty lęk, niepewność. Te pierwsze
chwile, pozostaną nam w pamięci już na zawsze.





Nasza sytuacja nie była łatwa, bo moja – teraz już była żona
– jest siostrą byłego partnera mojego chłopaka.
Stawiało nas to w niecodziennym
świetle i w dość skomplikowanej sytuacji. Pomimo to i wielu innych
nieprzyjemnych sytuacji, jakie nas czekały, zdecydowaliśmy się nie na wspólne
życie.






W najcięższych chwilach wspieraliśmy się wzajemnie i choć
czasem mieliśmy już wszystkiego dość, to zawsze mogliśmy polegać na
sobie.
Czasem rodziła się w nas myśl, żeby wyjechać gdzieś daleko, uciec od tego całego
nieżyczliwego świata, pozostawiając wszystko w tyle.
Jednak obaj wiedzieliśmy, że musimy przez to wszystko przejść. Przeszliśmy dużo
i wiele razem. Miesiąc za miesiącem, rok za rokiem przez ponad siedem lat.
Nigdy się nie kłóciliśmy i zawsze wspólnie rozwiązywaliśmy problemy, wspierając
się do końca. No może prawie do końca…





Cóż rok 2011 stał się przełomowy, jak się okazało. Dosłownie
z dnia na dzień życie które wydawało się być tak bardzo stabilne a związek tak
silny – nie znalazło odzwierciedlenia w Naszym życiu. Wystarczyło pierwsze dziewięć
dni stycznia, by odsunąć i przekreślić przeszłość z taką łatwością…





Nie ma szans na związek, kiedy ktoś wkracza w życie dwojga
ludzi bezczelnie z butami, rozwalając to co inni sobie zbudowali przez przeżyte
razem lata.
Można wiele powiedzieć o tym okresie, ale po co. Było minęło i już nie wróci,
może i dobrze że stało się tak jak się stało. Ja dam redę ze świadomością, że
zostałem wymieniony na młodszy model. Niech ma wyrzuty kto inny ale na pewno
nie ja. Może i nie ma strony bez winy, ale ja nie czuję się winny, choć może
jestem? a tego nie dostrzegam…





Dziś już nie jesteśmy razem, jak wspomniałem, choć byliśmy bardzo
szczęśliwi i zakochani w sobie, przez cały ten związek (a przynajmniej tak mi
się zdawało), równie mocno jak w dniu uświadomienia sobie naszej wzajemnej
miłości…





Czas mija a ja z dnia na dzień, staram się żyć pełnią szczęścia,
choć czasem jeszcze boli ta ludzka nieszczerość to zdaję sobie sprawę, że żyć
trzeba. Układam sobie nowe życie, powoli i bardzo ostrożnie, jakby całe było z
kruchego szkła. Staram się uchronić, przed kolejnymi ciosami od życia, które
pomimo rozpadu jednego związku, nie oszczędziło mnie w kolejnych miesiącach,
dokładając kolejne nie przewidziane zdarzenia…





Dam radę- wiem to!!!

Tak więc, nie pozostaje mi nic innego jak tylko prosić wszystkich tych, którzy
przeczytali moją historię, aby wiedzieli, że ta uważana za „odmienność” przez
nas samych i innych, nie jest niczym złym. Po mimo że życie nie zawsze układa
nam się tak jak powinno to mimo wszystko „Coming aut”  jest najlepszą rzeczą jaką dokonałem. Nie
żałuję i na pewno nie będę.





Nie oszukujcie się tak, jak robiłem to ja, że przez swój
strach przed otoczeniem związałem się z kobietą, co i tak z góry było skazane
na niepowodzenie, prawda wcześniej czy później i tak Nas wszystkich dopadnie. Ja
zrozumiałem to… ale z czasem!!!





My  wszyscy jesteśmy
ludźmi i zasługujemy na to, aby żyć tak, jak tego w głębi serca chcemy.
Choć bywa ciężko, to musimy stawiać czoło wyzwaniom i pokazać innym że my też
żyjemy, czujemy, pragniemy, mamy marzenia…



Żałuję jedynie, że niepotrzebnie marnowałem życie tej młodej
dziewczynie, która była przez jakiś czas moją żoną. Wiem, że ona mi już
wybaczyła, a dowodem jest to, że zostaliśmy przyjaciółmi. Po trzech miesiącach
związała się z innym mężczyzną za którego po niespełna roku wyszła za mąż,
oboje doczekali się synka.






Pozdrawiam.   

40 komentarze :, , , , , , , , , więcej...

po przerwie…

przez , 26.paź.2011, w Bez kategorii

…świat, przewrócił się do góry nogami a właściwie legło moje życie uczuciowe – jak ktoś napisał mi kiedyś ” z czasem wszystko mi minie”
Rozstaliśmy się, co było do przewidzenia. Nie tylko czas zrobił swoje a ludzkia nieszczerość wobec osoby która oddała wszystko w imię miłości – jak się okazało bez przyszłości. Nie jest mi łatwo, bo ja ciągle kocham i to bardzo, ale nie jestem w stanie znieść świadomości bycia drugim, osobą która nigdy nie będzie tak kochana jak jego poprzednia miłość.

Trudny to okres, więc nie będę się rozpisywał bo to ciężkie, jak nie wiem co.

Jestem w UK mieszkam i pracuję, choć jest ciężko to życie tu zdaje się być nieco lżejsze. Staram się zająć pracą i nie myśleć o uczuciach czy o tym co było.

Przecież kiedyś wszystko się ułoży…

Gdzieś w głębi serca, mam przeczucie, że nasze drogi jeszcze się skrzyżują, ale nie wiem tylko na jak długo…
Pamiętaj !!!! J.K.K zawsze będę Ciękochał…

Zostaw komentarz :, , , więcej...

ach….

przez , 24.lip.2011, w Bez kategorii

Jakoś dni ciągną mi się bezlitośnie. Już sam nie wiem cóż
zrobić by ten czas przyśpieszył. Niedziela wieczór a ja siedzę po dość
pracowitym dniu i myślę tylko i nim. Tak bardzo tęsknie!!! Serce zdaje się być
nie ze mną a z moim ukochanym. Myśli spowite i zupełnie opętane tylko nim. Ciężko,
nie ma co.
Trochę bolą mnie te zasady jakie 19 czerwca ustaliliśmy do czasu aż wsiądzie do
samolotu by do mnie dołączyć. Naprawdę trudno mi się ciągle z tym oswoić. Brak
mi takiego zwykłego smsa typu „dzień dobry kochanie” czy „ dobranoc” to niby
taka drobnostka ale jakże byłaby miła.

 

 

Mamy 24 lipca do wylotu 9 dni. Trochę się obawiam, choć czego,
do końca sam nie wiem. Mam stresa i to jest pewne. Jednocześnie nie mogę się doczekać
tego wylotu. Targają mną różne emocje…

Myślę też o tym że mając 34 lata, ciągle nie mam swojego
miejsca/kąta na ziemi. To boli. Człowiek chociażby się starał jak tylko by  mógł a i tak zostaje bez niczego. Czasem mam
aż dość tego ciągłego podążania, zaczynania wszystkiego od nowa. Jednego jestem
pewien. Zrobię wszystko by już nigdy nie mieć takiego poczucia… bezdomności.
Zaczynam nowe życie i nie spocznę dopóki nie ułożę go tak jak powinno
wyglądać. Brakuje mi jedynie Urwisa u boku, by śmiało podążać ku postawionym
celom.

Kurczę ale tęsknie….

 

2 komentarze :, , , , , więcej...

Późnym wieczorkiem

przez , 17.lip.2011, w Bez kategorii

Dziś sobota 16 lipca do wylotu pozostało mi dwa tygodnie.
Szczerze mówiąc nie mogę się już doczekać. I nie chodzi mi tu o to by tylko
wyjechać czy aby wcielić życie to co nie uniknione…

Moja niecierpliwość ma inne podłoże. Wiem, że gdy już obiorę
kierunek docelowego przeznaczenia, przybliżę się to do momentu w którym
wreszcie będziemy razem. Ja i mój Misio. Choć jeszcze będę musiał na niego
trochę poczekać zanim dojedzie, to sama myśl napawa mnie radością. Już zaczynam mieć
uczucie zniecierpliwienia, mając na uwadze tą wspaniałą i bardzo wzniosła dla
mnie chwilę. Z dnia na dzień to uczucie będzie potęgować we mnie. Wiem to!!!

Bardzo tęsknie za swoim Jareczkiem – oj bardzo. Nie wiem jak to
jest możliwe, aby jedna osoba mogła żywić tak ogromne uczucie do drugiej.
To co mną zawładnęło jest ogromne i wielkie. Nie sposób sprecyzować tego co
czuję. Życie potrafi płatać figle tak, że okazuję się nagle, jak mało człowiek wie o
sobie i o uczuciach do jakich jest zdolny. Nigdy nie sądziłem, ba nawet nie
przypuszczałem, że mój los tak mnie wspaniale obdaruje. Jestem wdzięczny za to,
że postawił na mojej drodze tak wspaniałą osobę, choć  czuje się teraz samotny, to jednak mam
świadomość, że to się skończy szybciej niż można sobie wyobrazić. Czas choć płynie
powoli, to w końcu dobiegnie końca.

 

 

Oddałem serce bez opamiętania osobie, która mam nadzieję,
będzie umiała w przyszłości to docenić.
Czekam już tak długo, jeszcze nigdy na nikogo tak długo nie czekałem, więc ten
czas który pozostał, w porównaniu z tym jaki mam za sobą jest niczym- jedną
małą chwilą.
Gdy już będziemy razem, oddam mu nie tylko serce i ciało (które i tak już należy tylko do
niego), ale powierzę mu całe swoje życie. Zawsze będzie miał mnie tylko
dla siebie i powtarzam tylko dla siebie!!! Wierzę, że on zrobi to samo dla
mnie.

Chcę dać mu szczęście na jakie zasługuje, otoczyć go
miłością i szczerością, wsparciem i zrozumieniem. By wiedział, że jest bardzo kochany, że jest na świecie
osoba, która zrobi dla niego wszystko. Ponieważ miłość nie zna ani lęku, ani strachu,
obojętności czy przeszkód i ograniczeń. Gotowość na wszystko w imię takich uczuć jest rdla mnie rzeczą naturalną – tak
sądzę. Nigdy nie dopuszczę do tego by czuł się opuszczony, sam bezradny i nie doceniany…

A teraz nic innego mi nie pozostało jak czekać…. więc czekam…

 

 

 

Zostaw komentarz :, , , , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...