moj-wlasny-blog blog

Tag: wiara

Rozstanie…wspomnienie…

przez , 17.sty.2012, w Bez kategorii

Jak każde w życiu rozstanie boli i już nieważne z czyjej winy ono było. Oto kolejny etap mojej biografii.
Po rozstaniu z moim byłym minął już ponad rok. Mieliśmy powiedziałbym udany związek, ponad siedmioletni. Cud miód malina, można by powiedzieć. Choć nie powiem, że bardzo go kochałem na początku, to jednak z czasem w jakiś sposób skradł mi serce. Pokochałem go ale na swój sposób.


Czasem był meczący, bo sprowadzał wszystko do kwestii pieniądza. Nie można mi było kupić sobie koszulki raz na jakiś czas 20 zeta nie narażając się na reprymendę że wydaję kasę na głupoty. Bolało mnie to bo przecież też pracowałem i aby sobie poprawić humor raz na dwa miesiące wybierałem się na zakupy, by upolować fajne posezonowe obniżki. Cóż i z czasem nauczyłem się żyć u boku człowieka materialisty. Przez te ponad siedem lat byliśmy trzy razy na planowanych wakacjach. Cztery razy w klubie na piwie i jakieś 10 razy w kinie. Sam nigdy nie mogłem nigdzie wyjść nie tłumacząc się gdzie byłem i co robiłem.


Rok 2010 zaczął się zwyczajnie, choć powoli docierała do mnie myśl, że coś jakby było nie tak. Rok zleciał i w październiku za sprawą naszych wspólnych znajomych wybraliśmy się do pewnej restauracji na Al. Stanów Zjednoczonych. Poznaliśmy tam wówczas kilka nowych osób wraz z właścicielami restauracji. Było naprawdę miło. Wspominam bardzo sympatycznie tamten moment do dziś.


Na Sylwestra postanowiliśmy wybrać się do Katowic wraz z parą poznaną w owej restauracji. Byli to młodzi ludzie, zaledwie po dwudziestce. My nieco starci bo grubo po trzydziestce zastanawialiśmy się czy to dobry pomysł. Ale raz się żyje, czemu by nie pojechać. Pojechaliśmy jak się później okazało po raz ostatni razem z moim partnerem jako para.


Do dziś się zastanawiam, czy dobrze zrobiliśmy. Po powrocie w ciągu 12 pierwszych dni stycznia, mój siedmioletni związek się rozpadł. Mój były partner stwierdził, że nie możemy być razem, obarczył mnie winą niesłusznie tylko po to by zatuszować podejrzenie iż on sam chcę być z jednym, z poznanej młodej pary, chłopakiem. Nie zraziło go to, że rozwali nie tylko nasz związek ale i ten drugi, tylko po to by pocieszyć się chwile młodym dwudziesto dwuletnim ciałkiem. Cóż stało się. Zacząłem się zastanawiać co dalej, przecież przez te minione lata żyliśmy razem, razem planowaliśmy wydatki, razem się urządzaliśmy. Przeżyłem to bardzo, przez okres następnych dwóch tygodni byłem na zwolnieniu lekarskim od psychiatry. O dziwo wiele osób w tej chwili podało mi pomocną dłoń. Nigdy im tego nie zapomnę.


Moje życie z jednej strony legło w gruzy ale z drugiej strony zmusiło mnie do spojrzenia na realia zupełnie inaczej, że nic nie jest tak źle jak się zdawać mogło. Zamieszkałem chwilowo u znajomych właścicieli z restauracji, jednak większość swoich rzeczy do dziś trzymam u innych znajomych. Dzień po dniu, tydzień za tygodniem, zaczęło się cos ze mną dziać. Choć tego nie chciałem to najzwyczajniej się zakochałem i to po raz pierwszy tak prawdziwie w człowieku jakże zupełnie innym ode mnie samego. To co działo się we mnie jest nie do opisania. Taka ilość uczuć wprost ze mnie wypływała. Po raz pierwszy w życiu byłem w stanie nie bacząc na nic rzucić wszystko dla tej osoby. Oddać życie jeśli zaszłaby taka potrzeba. Miłość ogromna, nieplanowana, spontaniczna i prawdziwa.
Powoli poznawaliśmy siebie nawzajem od naszych marzeń do naszych ciał.

Było cudownie, ale wszystko co piękne nie trwa długo. Cóż życie zmusiło nas do pewnych kroków w życiu. Rozstaliśmy się obiecując sobie że wrócimy do siebie. Wierzyłem w to. Nadal w to wierzę, po mimo iż minęło już ponad dziewięć miesięcy, gdzie większość czasu przepłakałem, tęskniłem i prosiłem o miłość.
W tym okresie wydarzyło się wiele, ale nie będę o tym pisać, bo to kwestia dla mnie bolesna nadal. Ale pod koniec września, postanowiłem zakończyć tą farsę. W obliczu wydarzeń jakie miały miejsce i wpłynęły na moją decyzję- wydawało się to najlepsze rozwiązanie.


Nie widziałem innego wyjścia by spróbować zapomnieć o miłości mojego życia jak tylko spróbować szybko zaangażować się inny związek. Myślałem, że pozwoli mi to na zapomnienie o przeszłości i będzie to najlepsze dla skołatanego bólem serca. Jakże się myliłem.



Nie pomogło, nic a nic. Serce oddane jednemu nie jest w stanie zapomnieć i zaakceptować innego, choćby nie był nie wiem jak wspaniałym człowiekiem. Nadal kocham i tęsknię za tym jednym jedynym z którym marzyłem o wspólnym małym domku z okiennicami i małym tarasem, gdzie ranek witalibyśmy kawą. Jakże bardzo chciałbym aby czas cofnął się dokładnie o rok wstecz… dlaczego? Bo miałbym go obok siebie… Jak wtedy, całego tylko dla mnie…


1 komentarz :, , , , , więcej...

dojrzałem do tego by napisać… artykuł / opowiadanie:)

przez , 06.lis.2011, w Bez kategorii

ŻYĆ ZGODNIE ZE SWOIM „JA” 





Witajcie!
Jestem 30-to paro letnim facetem i chciałbym opowiedzieć Wam moją historię.
Może dla niektórym z Was wyda się ona nieprawdopodobna bądź banalna,  ale… faktem jest, że
takie zdarzenia w moim życiu miały miejsce. Napisałem to jako pewnego rodzaju przestrogę, chwilę opamietania dla ludzi, którzy zmierzają w kierunku nie do końca chcianym.



Chodzi mi o to, aby każdy z Was podejmował decyzję swego życia, zgodnie ze
swoim wewnętrznym „ja”, bez względu na wszystko nie warto żyć w
ukryciu, lękając się przyszłości, tego co nie do końca znane.

Odkąd pamiętam, zawsze inaczej patrzyłem na chłopców, niż na dziewczyny. Nawet
gdy byłem kilkuletnim dzieckiem, chłopcy interesowali mnie bardziej od płci
przeciwnej. Z biegiem lat wiedziałem, że mój podgląd na te sprawy różni się od
poglądów innych otaczających mnie ludzi. Wówczas pomyślałem, że jest ze mną coś
nie tak. Usilnie starałem się zagłuszyć swój pociąg do mężczyzn, umawiając się
z kobietami.





Teraz mogę powiedzieć, że żyłem w zakłamaniu przed samym
sobą. Moja chęć do zmiany samego siebie była tak wielka, że wylądowałem na
ślubnym kobiercu. W czasie mego związku miałem kilka spotkań z mężczyznami, co
sprawiało mi ogromną rozkosz, spełnienie i zaspokojenie mego „Ja”.



Tak… Więc byłem żonaty prawie pięć lat, podczas których na świat przyszedł
syn. Jest to największe szczęście, jakie spotkało mnie podczas trwania tego
związku. W przeciągu tych lat coraz bardziej zacząłem zdawać sobie sprawę, że
związek z kobietą, mimo że miałem już syna, nie jest tym, czym powinien dla
mnie być. Choć kochałem i kocham swoją latorośl, nie byłem w stanie poświęcić
się aż tak, by pozostać w związku z kobietą.





Do dziś dnia, nie wiem, dlaczego pozwoliłem na to, aby los
potoczył się w takim kierunku, w jakim się potoczył. Czułem się jakiś taki
zagubiony, nie do końca szczęśliwy i zawiedziony, że wybrałem dla siebie taką,
a nie inną przyszłość.



Zdałem sobie sprawę, że moje życie jest nie takie, jakie
bym chciał, że nie mam chłopaka, o którym zawsze marzyłem, z którym szedłbym
przez życie w szczęściu i ogromnej miłości, na dobre i na złe. Przecież tak
powinienem żyć, zawsze o tym marzyłem!



Pragnąłem zacząć żyć tak, jak ja bym
naprawdę tego chciał, a nie jak chcieliby moi rodzice czy też moje otoczenie.

Przyznam, że bałem się tych zmian, ale myśl o „nowym życiu” dodawała mi sił.


Poznałem mężczyznę, w
którym się zakochałem, dla którego byłem gotów dokonać zmian w swoim ówczesnym
życiu. Ciągle myślałem o nim – i o nas – jak to byłoby cudownie żyć u jego
boku. Moje życie nabrało barw, jakich nigdy wcześniej nie byłem w stanie
dostrzec.



Trudno to opisać i mówiąc szczerze, nie będę nawet próbował.
Pamiętam nasze
pierwsze potajemne spotkanie, ukrywane przed naszymi partnerami, na które obaj
długo czekaliśmy.
Tych pięć godzin, które spędziliśmy razem w motelowym pokoju na rozmowie i
poznawaniu naszych ciał, okazało się być naszą furtką do wspólnej przyszłości.
Było cudowne, choć oboje mieliśmy jakiś swoisty lęk, niepewność. Te pierwsze
chwile, pozostaną nam w pamięci już na zawsze.





Nasza sytuacja nie była łatwa, bo moja – teraz już była żona
– jest siostrą byłego partnera mojego chłopaka.
Stawiało nas to w niecodziennym
świetle i w dość skomplikowanej sytuacji. Pomimo to i wielu innych
nieprzyjemnych sytuacji, jakie nas czekały, zdecydowaliśmy się nie na wspólne
życie.






W najcięższych chwilach wspieraliśmy się wzajemnie i choć
czasem mieliśmy już wszystkiego dość, to zawsze mogliśmy polegać na
sobie.
Czasem rodziła się w nas myśl, żeby wyjechać gdzieś daleko, uciec od tego całego
nieżyczliwego świata, pozostawiając wszystko w tyle.
Jednak obaj wiedzieliśmy, że musimy przez to wszystko przejść. Przeszliśmy dużo
i wiele razem. Miesiąc za miesiącem, rok za rokiem przez ponad siedem lat.
Nigdy się nie kłóciliśmy i zawsze wspólnie rozwiązywaliśmy problemy, wspierając
się do końca. No może prawie do końca…





Cóż rok 2011 stał się przełomowy, jak się okazało. Dosłownie
z dnia na dzień życie które wydawało się być tak bardzo stabilne a związek tak
silny – nie znalazło odzwierciedlenia w Naszym życiu. Wystarczyło pierwsze dziewięć
dni stycznia, by odsunąć i przekreślić przeszłość z taką łatwością…





Nie ma szans na związek, kiedy ktoś wkracza w życie dwojga
ludzi bezczelnie z butami, rozwalając to co inni sobie zbudowali przez przeżyte
razem lata.
Można wiele powiedzieć o tym okresie, ale po co. Było minęło i już nie wróci,
może i dobrze że stało się tak jak się stało. Ja dam redę ze świadomością, że
zostałem wymieniony na młodszy model. Niech ma wyrzuty kto inny ale na pewno
nie ja. Może i nie ma strony bez winy, ale ja nie czuję się winny, choć może
jestem? a tego nie dostrzegam…





Dziś już nie jesteśmy razem, jak wspomniałem, choć byliśmy bardzo
szczęśliwi i zakochani w sobie, przez cały ten związek (a przynajmniej tak mi
się zdawało), równie mocno jak w dniu uświadomienia sobie naszej wzajemnej
miłości…





Czas mija a ja z dnia na dzień, staram się żyć pełnią szczęścia,
choć czasem jeszcze boli ta ludzka nieszczerość to zdaję sobie sprawę, że żyć
trzeba. Układam sobie nowe życie, powoli i bardzo ostrożnie, jakby całe było z
kruchego szkła. Staram się uchronić, przed kolejnymi ciosami od życia, które
pomimo rozpadu jednego związku, nie oszczędziło mnie w kolejnych miesiącach,
dokładając kolejne nie przewidziane zdarzenia…





Dam radę- wiem to!!!

Tak więc, nie pozostaje mi nic innego jak tylko prosić wszystkich tych, którzy
przeczytali moją historię, aby wiedzieli, że ta uważana za „odmienność” przez
nas samych i innych, nie jest niczym złym. Po mimo że życie nie zawsze układa
nam się tak jak powinno to mimo wszystko „Coming aut”  jest najlepszą rzeczą jaką dokonałem. Nie
żałuję i na pewno nie będę.





Nie oszukujcie się tak, jak robiłem to ja, że przez swój
strach przed otoczeniem związałem się z kobietą, co i tak z góry było skazane
na niepowodzenie, prawda wcześniej czy później i tak Nas wszystkich dopadnie. Ja
zrozumiałem to… ale z czasem!!!





My  wszyscy jesteśmy
ludźmi i zasługujemy na to, aby żyć tak, jak tego w głębi serca chcemy.
Choć bywa ciężko, to musimy stawiać czoło wyzwaniom i pokazać innym że my też
żyjemy, czujemy, pragniemy, mamy marzenia…



Żałuję jedynie, że niepotrzebnie marnowałem życie tej młodej
dziewczynie, która była przez jakiś czas moją żoną. Wiem, że ona mi już
wybaczyła, a dowodem jest to, że zostaliśmy przyjaciółmi. Po trzech miesiącach
związała się z innym mężczyzną za którego po niespełna roku wyszła za mąż,
oboje doczekali się synka.






Pozdrawiam.   

40 komentarze :, , , , , , , , , więcej...

ach….

przez , 24.lip.2011, w Bez kategorii

Jakoś dni ciągną mi się bezlitośnie. Już sam nie wiem cóż
zrobić by ten czas przyśpieszył. Niedziela wieczór a ja siedzę po dość
pracowitym dniu i myślę tylko i nim. Tak bardzo tęsknie!!! Serce zdaje się być
nie ze mną a z moim ukochanym. Myśli spowite i zupełnie opętane tylko nim. Ciężko,
nie ma co.
Trochę bolą mnie te zasady jakie 19 czerwca ustaliliśmy do czasu aż wsiądzie do
samolotu by do mnie dołączyć. Naprawdę trudno mi się ciągle z tym oswoić. Brak
mi takiego zwykłego smsa typu „dzień dobry kochanie” czy „ dobranoc” to niby
taka drobnostka ale jakże byłaby miła.

 

 

Mamy 24 lipca do wylotu 9 dni. Trochę się obawiam, choć czego,
do końca sam nie wiem. Mam stresa i to jest pewne. Jednocześnie nie mogę się doczekać
tego wylotu. Targają mną różne emocje…

Myślę też o tym że mając 34 lata, ciągle nie mam swojego
miejsca/kąta na ziemi. To boli. Człowiek chociażby się starał jak tylko by  mógł a i tak zostaje bez niczego. Czasem mam
aż dość tego ciągłego podążania, zaczynania wszystkiego od nowa. Jednego jestem
pewien. Zrobię wszystko by już nigdy nie mieć takiego poczucia… bezdomności.
Zaczynam nowe życie i nie spocznę dopóki nie ułożę go tak jak powinno
wyglądać. Brakuje mi jedynie Urwisa u boku, by śmiało podążać ku postawionym
celom.

Kurczę ale tęsknie….

 

2 komentarze :, , , , , więcej...

Koniec weekendu

przez , 20.mar.2011, w Bez kategorii

Kochani dziś niedziela wieczór. Jak każdy weekend kiedyś się
kończy, więc i ten ma swój finisz.


Począwszy od samego piątku popołudnia, dni mijają w zabójczym tempie. To źle
ale i może i dobrze, któż to może wiedzieć. Sobota upłynęła mi bardzo miło,
choć może spodziewałem się troszkę więcej…

Byłem w kinie na fakt, faktem kiepskim filmie, ale nie to się
dla mnie liczy. Ważne jest bowiem to, że byłem na nim z bliską mi sercu osobą. Później
wybraliśmy się do znajomych na kolejną domową projekcję, która tym razem
okazała się bardzo udana.
Przyznam, że brakuje mi uczuć, możliwości ich okazywania. Jak tak myślę to szczerze
powiem, że aż czasem boli, ale życie jest życiem i należy je przyjmować takie
jakie jest.
Nie ma rady i siły na pewne fakty.Czuję sie sam, choć i do kończa sam nie jestem…

 

 

 


Niedziela zapowiadała się bardzo fajnie, przynajmniej od
rana miałem dobry humor. Niestety wydarzyło się parę rzeczy, które to zważyły
mi nieco nastrój. Nie będę wdawał się w szczegóły, ale powiem tylko, że ja
naprawdę w takich momentach cierpię i czuję ogromna przykrość. Wiem, że nie
powinienem wszystkiego tak brać do siebie – ja naprawdę wiem, jednak pomimo tej
świadomości, dzieję się inaczej.

 

 

 



Cóż mogę powiedzieć może tylko tyle, że serce nie sługa i ono właśnie, kieruję się
własnymi prawami… szkoda, że nie ma na miłość żadnego na świecie lekarstwa,
gdyż nachodzą mnie takie myśli by się wycofać i nie burzyć tego co zbudowali
sobie razem inni. Sama ta świadomość też nie jest łatwa a w dodatku niewiedza i
nie jasność spraw.

Brak odetchnięcia, blokuje mnie przed byciem po prostu sobą.
Wyluzowaniem się i cieszeniem się z życia w pełni…
Może będzie czas na tego typu radości, ale z całą pewnością nie jest ten czas…

Tak sobie myślę, że na wycofanie się jest już nieco za
późno, bo i za późno jest… nie ma zmiłuj.
Choć przede mną ciężkie czasy, już wiem że to jak sobie wyobrażam najbliższy
czas, będzie niczym w porównaniu do tego jak będzie faktycznie. Myśląc tak mam
ochotę na to by tak po prostu, któregoś dnia się nie obudzić.

 


Mam wrażenie, bycia na miejscu przegranych w tej walce a to
mnie zatruwa i wyniszcza. Każdy jego gest, ruch, oddech, spojrzenie takie po
prostu bycie, jest czymś dla mnie dla czego w życiu watro żyć… Przyznam że
miłość to nic innego jak pełna akceptacja ukochanej osoby taką jaką jest. Nic
dodać nic ująć. Szkoda tylko, że ona tak boli…

 

Zostaw komentarz :, , , , więcej...

już czas….

przez , 18.mar.2011, w Bez kategorii

Deszczowy i smutny dziś dzień za oknem. Ludzie na ulicy
cicho i bezszelestnie przemykają między sobą z ogromną ostrożnością. Każdy
gdzieś zapatrzony w przestrzeń bez większego wyrazu, tempo spoglądając przed
siebie. Brną do przodu, niczym małe bezrozumne istoty dla których liczy się
tylko dotarcie do kresu podróży, którą rozpoczęli właśnie tego dnia.

Zero radości w ich oczach, zero uśmiechu,
zupełnie jakby wszyscy żałowali, że żyją w grzechu.

 

 

 

 

Mi samemu nie skoro do uśmiechu, siląc się na „krzywy”
uśmiech przy każdym oddechu. Takie dni jak dziś, sprzyjają nie tylko
przemyśleniom ale i brakiem chęci do wszelkich działań. Brak wiary w siebie i niechęć
o walkę o samego siebie, potęguję w człowieku i to zatrważającym tempie.
Czy mam siłę, by wszystko przetrwać nie odnosząc żadnych ran?

Tego niestety nie
wiem, ale jestem już nieco zmęczony i wyssany z sił, których z dnia na dzień i
tak jest mniej…

Nikt nie mówił, że będzie lekko, ale nie spodziewałem się że
będzie aż tak ciężko. Raz jest dobrze raz jest źle, już sam się gubię w tym
mętnym i szarym dziś świecie. Szczęście na którym mi zależy, jest tak blisko a
zarazem tak daleko. Czuję się jak dzieciak, któremu macha się przed oczami
lizakiem, ale nie zamierza się mu w ogóle go dać. Choć staram się wierzyć, że
osiągnę to czego pragnę, to mimo wszystko w takie dni jak dziś, nachodzi mnie
bolesne zwątpienie.

 

 

 


Czego pragnę? Czego chcę? Oczywiście odpowiem na to pytanie…

Pragnę życia. Chcę móc żyć i iść przez życie u boku osoby
którą kocham. Pragnę być… i żyć…


Dbać o istnienie ludzkie które zajmuję szczególne miejsce w moim serduszku.
Budować i tworzyć z nim przyszłość, która będzie wówczas piękna i nasza.
Dzielić nie tylko radości ale i smutki, wspierając się wzajemnie by życie stało
się łatwiejsze.

Pragnąć mieć daną szanse by móc pragnąć „jego” tak jak do tej pory, być pragnionym
w całym znaczeniu tego słowia.

 

 

 


Chcę osiedlić się i zamieszkać w miejscu w którym będziemy
mogli, spełnić swoje marzenia. Wyjechać i nie martwić się o byt jaki oferuje
nam nasz kraj, bo tu to raczej nie życie, nie te realia, nie ten czas…

 

Wszystko jednak zależy już od tego, jak bardzo chcę się
przejść na drugą stronę rzeki i czy ma się w sobie choć odrobinę wiary, która
pozwoli na to by dołączyć do mnie…

Teraz stoję sam – nad brzegiem, spoglądając na drugą  stronę w nadziei na lepsze jutro, które być
może nigdy nie nadejdzie.

Czekam jednak wytrwale i czekać będę… bo kocham i
kochać będę…

 

 

 


Dziś w południe, wydarzyło się coś co poprawiło mi ogromnie
humor – dziękuje !!!

 

 

 

Zostaw komentarz :, , , , więcej...

wierszowo…

przez , 17.mar.2011, w Bez kategorii


Tak chodzą za mną wiersze, więc
dziś wstawię kilka z ulubionych :)



ROMANS –B. Leśmian

„Romans śpiewam, bo śpiewam! Bo
jestem śpiewakiem!


Ona była żebraczką, a on był żebrakiem.


Pokochali się nagle na rogu ulicy


I nie było uboższej w mieście tajemnicy…


Nastała noc majowa, gwiaździście wesoła,


Siedli – ramię z ramieniem – na stopniach kościoła.


Ona mu podawała z wyrazem skupienia


To usta do pieszczoty, to – chleb do gryzienia.


I tak śniąc, przegryzali pod majowym niebem


Na przemian chleb – pieszczotą, a pieszczotę – chlebem


Dwa głody sycili pod opieką wiosny:


Jeden głód – ten żebraczy, a drugi – miłosny.


Poeta, co ich widział, zgadł, jak żyć trzeba?


Ma dwa głody, lecz brak mu – dziewczyny i chleba.”

 

 


I jeszcze jeden który, też bardzo
lubię…

 

PRZYMKIJ OCZY – autor nieznany


„W wyobraźni wszystko jest
możliwe


To co nieosiągalne bywa możliwe


Wystarczy tylko, że przymkniesz oczy


Widoki cudowne przed Tobą roztoczy


Co zechcesz przecież spełnić się może


Dla Ciebie wyspę bezludną stworzę


Bo wszystko przecież jest tu możliwe


Co tylko zechcesz będzie prawdziwe


Więc jeśli kiedyś będzie Ci źle


Zamknij powieki, przywołaj mnie


Sprawię, że spełni się niemożliwe


Bo przecież cuda są tu możliwe”

 

 

 

 

Zostaw komentarz :, , , , więcej...

takie tam

przez , 16.mar.2011, w Bez kategorii

Jak co dzień, wieczorna wyprawa do kościoła już się zakończyła.
Muszę przyznać, że polubiłem chodzić do niego. Po każdej wizycie czuję się spokojniejszy
i wyciszony. Trapiące mnie problemy, zdają się lżejsze, choć na chwilę jestem
odciążony od przemyśleń.



W pracy żadna poprawa, dzień w dzień kołomyja i jedno wielkie bagno. Gdyby nie
pewne sprawy, które mnie tu jeszcze trzymają, dawno już bym wyjechał by muc
stanąć na nogi i stać się bardziej niezależny.
Pragnę tego ogromnie, może
akurat udałoby się nawet gdzieś osiedlić – kto wie.

Pozostanie tylko kwestia
tego dokąd wyruszyć za jakimś groszem ale to już zostawię na ostaną chwilę :)

„Cierpliwość jest cnotą, nie naiwnością wtedy, gdy warto czekać na coś lub na kogoś”. – ~Surey.

 

Zostaw komentarz :, , , , więcej...

Kilka słów

przez , 10.lis.2010, w Bez kategorii

Zacznę od tego, że dzisiejszy dzień, jak większości z nas przywitał
nas płaczem. Hmm no cóż taka pora roku i czego tu można się spodziewać :/

Mimo że poniedziałek minął mi smętnie i bez większych  rewelacji, to wtorek wręcz przeciwnie :D
Począwszy od rana minuty upływały w szaleńczym tempie, co nie bardzo mi się
podobało. To dziwne w moim wypadku, ale były momenty, gdzie chciałem by ten
dzień się nie kończył…

Tak…. to jeden z tych dni, które dają nam poczucie własnej warości, radości, szczęścia i zadowolenia i że jest się potrzebny innych. Mam
nadzieję, że takich dni będzie więcej :)
Wiem że ten dzień zawsze będę pamiętać – dlaczego ?
Bo …. ach, niech to zostanie moją słodką tajemnicą :)



Dziś więcej już nie będę się rozpisywał, jakoś nie mam większego nastroju. To chyba już u mnie norma…
Pozostawię jedynie moje najnowsze …piśmiennicze dzieło?
choć nie wiem czy dzieło, to raczej kilka przeciętnych zdań :)

„Pełen nadziei i pełen zwątpień,

Samotny żegluje po odległych wodach,

Myśli przewodnie, utracone dalece,

Cokolwiek nie zrobi, zniknie gdzieś w świecie.

 

Etiudą zakończy tę podróż donikąd,

Krwawiące serce, płonie purpurą,

Nić mocna a jednak przerwana,

Miłość niewygasła a jednak pokonana.

 

Żal nie dookreślenia,

Świat dokoła się mocno zmienia,

Radości nikłe są teraz szanse,

Przestały się liczyć wszelkie niuanse.”


1 komentarz :, , , więcej...

jak żyć……

przez , 03.paź.2010, w Bez kategorii

Jest niedzielny wieczór a mnie ogarnęła jakaś pustka,
niechęć do wszystkiego. Już za dzień wracam do pracy po, bądź co bądź po nie
tak złym urlopie. Było miło, mimo że spędziłem go w domu. Miałem czas na rożne
rozważania, zatrzymanie się i przemyślenie kilka istotnych i nurtujących mnie
spraw.
Czuję się czasem jakby samotny, choć w rzeczywistości tak wcale nie jest. Brak
mi takiego zwykłego kontaktu z ludźmi, wyjścia do klubu na piwo, spotkania się ze
znajomymi gdzieś na mieście , czy po prostu iść i pobyć wśród ludzi, bo
przecież w śród ludzi mija człowiekowi życie.

Zdałem sobie sprawę, że nie mam już sił dążyć i walczyć o
swoje, bo zawsze znajdzie się jakaś wymówka. To deprymujące. 

„Wyzuty z marzeń i dociekań,

Ogołocony z pytań i wątpliwości,


A jednak trwam…


Odarty z nadziei,


Obleczony w trwogę, w bezsens, i niesprawiedliwość.


Pchnięty marazmem,


Zatopiony w rozpacz,


Obojętny…


Na zgliszczach człowieczeństwa,


Po których pozostał kształt,


Kaleki bez uczuć,


Ociemniały,


Lita skała


Trwam- skarcony”


(autor mi nieznany)




Myślę, że po tym wierszu nić dodawać już dziś nie muszę.

1 komentarz :, , , , więcej...

Przemyślenia

przez , 05.lip.2010, w Bez kategorii

Jakoś dziś nie wiem o czym napisać, bo
i działo sie niewiele.
Może zacznie od tego iż najbliższe dwa tygodnie w pracy, będą bardzo
udane :)
Dobrze, że jest sezon urlopowy- przynajmniej człowiek nie musi oglądać
niepożądanych gęb, będąc w biurze.

Dziś poniedziałek. Pierwszy dzień z nowym prezydentem- hmm, jak będzie
czas
pokarze. Cieszę się że wygrał Komorowski, ale jednocześnie mam obawy
przed
rządami absolutnymi.
To nie jest zdrowa sytuacja, gdzie w kraju tak naprawdę rządzi jedna
partia.
Co tu dużo radzić. Czas to najlepszy tester.

Zbliża się 19.30 a ja jak zawsze o
tej porze szykuje kolacje, dla mojej z kochanej połówki. Dziś fasolka
szparagowa z bułką – jejku jak fasolki nie znoszę. Aż trudno mi to
wyrazić.

Spoglądam czasem na kota, który padł
jak długi. Widać kocinę wykańcza ten panujący gorąc. No cóż pogodę mamy
przez
ostatnie dni wcale nie najgorszą :)

 

Zostaw komentarz :, , , , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...